poniedziałek, 6 kwietnia 2020

maski,maseczki i inne akcesoria
***
nigdy nie lubiłam masek
w liceum nakładałam
na siłę przysposobienie
obronne to lekcje
pachnące gumą i talkiem
zaparowane gogle
stłumiony oddech
głos ledwie wydostawał
na zewnątrz - obecna
dusiłam się i myślałam
broń Boże
aby wojny nie było


***
do dzisiaj nie nakładałam masek
kładłam tylko te kolagenowe
z algami
żadnych złotych nici
obstrzykiwania
byłam naturalna aż do bólu
nie znoszę sztuczności
dziś też naturalnie zakryłam twarz
maseczką z bawełny
wyszłam na ulicę
nikt nie zwrócił na mnie uwagi
uważaliśmy tylko na odległość

***
kiedyś w dzieciństwie
pompowałam piłkę
była kolorowa jak lato
i ogromna jak słońce
nie zawsze była pompka
w zasięgu rąk
jak wielki balon się napełniała
a nadmiar powietrza
szybko cofał się do tchawicy
smak i zapach
psuł wtedy wakacyjny nastrój
kompletnie jak dzisiaj
gdy stałam w słońcu pod bankiem
w rzadko utkanej ludźmi kolejce
poczułam swój nadgromadzony oddech
zablokowany przez maseczkę
poczułam się jakbym była w środku
plażowej piłki

***
chciałam być na czasie
smartfon zabezpieczyłam
liniami papilarnymi
szybko można odbezpieczyć
wysłać esemesa
teraz nie mam pomysłu
jak tu szybko zdjąć rękawiczki
nikt nie wymyślił e-rękawiczek
które przepuszczają te unikalne linie
chroniąc przed wirusem
nikomu choćby żartem nie przyszło do głowy
by przydał się taki wynalazek morowy

wtorek, 31 marca 2020

globalna cisza

jeszcze tak niedawno
wirtualna rzeczywistość
była dopełnieniem ciebie
nie wszyscy objęci siecią
teraz sieć zaciska oczka
gubią się jednak słowa
cisza wypełnia ekran
powtarza się jedno
hasło: pozostań
w domu ciepłe kapcie
wiosna za oknem też ciepła
przetrwaj w tej globalnej ciszy
chociaż serce krzyczy
do życia się rwie
kwarantanna

odizolowanie
się od siebie
jest konieczne
to nie jest poezja
to nie herezja
to wymóg czasu
w którym wirus
ustala reguły

ale ty żyjesz
i daj żyć innym
***(miód na serce)

w tym roku będzie
dużo miodu
pszczoły pracują
w krokusach
zbierają karmę
rozwiną się jeszcze
pąki jabłoni
i wiśni
sen w słońcu
na jawie się wyśni
niebawem
jak drzewa staniemy
w koronach
(rym może zbyt prosty)
lecz puenta dobra)


wirus nas nie pokona
wiosna w sąsiedztwie

jestem na spacerze
sama
nie wierzę
słyszę wesołe głosy
dziecko śpiewa
pyta mamę czy może
założyć tenisówki
a słońce tańczy
mi po odkrytej głowie
czesze włosy
w rytmie wiatru
razem z rozwieszonym praniem
podskakuje światło
jak te dzieci z sąsiedztwa
grające w klasy
co za czasy
przez szczeliny w ogrodzeniu
nagim wciąż bez zieleni
przepycham łapczywie wzrok


łapię kształt
życia
***
niedługo zaczniemy rozmawiać
ze sobą jak ludzie
przy herbacie
i z pąsami na twarzy
długimi zdaniami opowiadać
przy biesiadnym stole
niestworzone historie o marchewce
o sakiewce pełnej
o pełnym przygód wypadzie
za miasto nad rzekę
o podroży w góry dalekie
i będziemy patrzeć w niebo
liczyć baranki
w chmury wysyłać albumy
kolorowych fotografii
zdarzy się też że zza firanki
obserwować będziemy wesołe zabawy
dzieci na parkowym placu
***(poglądy)

jeszcze niektórzy chcą
załatwić swoje byle sprawy
mimo że cały świat na jednym
burym koniu siedzi
chce się co niektórym
(by nie rzec gawiedzi)
zmieniać moje prefenecje
tak zbyteczne światu
jak teraz podziały
polityczne poglądy
za byle gównem ciągnące
się swądy
chce się co niektórym
bym straciła wiarę
w miłość co nade mną
ma jedynie miarę
w dobro które jedno
w duszy mi gra
a dusza i ciało
zrozum to niektóry

człowiek - to też ja

Recenzja Renaty Adamskiej- Garbowskiej dot.tomu wierszy "Brzemienne obłoki"

Podróż w głąb nie tylko siebie z „Brzemiennymi obłokami” Ireny Tetlak… No tak. W sumie trochę przypuszczałam, że tak właśnie będzie. Z ks...