Wiersze i obrazy - Irena Tetlak
środa, 21 października 2026
środa, 26 sierpnia 2026
niedziela, 9 sierpnia 2026
X Zlot Poetów
Jubileuszowy, łódzki Zlot Poetów w 2026 r. odbył się w gościnnym Bełchatowie w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej. Jak zazwyczaj na Zlotach Poetów, organizowanych przez Prezes łódzkiego Oddziału ZLP, Małgorzatę Skwarek-Gałęską i Jej łódzką wspaniałą ekipę, dominowała radość ze spotkań w środowisku literackim i szeroko rozumianej kultury i sztuki bez gwiazdorzenia i zbędnych zbędnych peanów. Spontaniczna,przyjazna atmosfera sprzyjała relacjom ludzkim oraz dawała doskonałą przestrzeń, w której mogła swobodnie wybrzmiewać poezja...
Ten wiersz dedykuję Małgorzata T. Skwarek-Gałęska ...jestem wdzięczna i wciąż pod magicznym wpływem X Zlotu Poetów...
***( radość spotkania)
/tak delikatna i mocna jak jedwab/
/wielobarwna jakby mistrzowski pejzaż/
/od wschodu do zachodu słońca/
/dotykająca każdego serca z osobna/
/w tłumie pulsująca bliskość/
/w pękach kwiatów i ziół zapach/
/poranka i rosy świeżość/
/różnorodna a taka autentyczna/
/jak poezja/
/zatrzymana emocjami ponad czasem/
/jak idący lasem dzień pośród skwaru/
/tętniąca życiem w krwioobiegu ludzkiej życzliwości/
Kilka fotografii, które upamiętniają to niezwykłe wydarzenie, w którym mogłam uczestniczyć wśród wielu, wielu osób , które przyjechały do Bełchatowa z całej Polski.Na zdjęciach też są uczestnicy TJW oraz laureaci tego konkursu...poetkom i poetom, których wiersze zostały nadrodzone i wyróżnione - moje gratulacje.
Wielkie gratulacje i podziękowania dla organizatorów i gospodarzy. Przepraszam, że nie wymieniam z imienia i nazwiska osób dzięki którym zlot mógł się odbyć oraz z którymi mogłam się tam uściskać lub których mogłam poznać.Wszystkich pozostawuam w mojej życzliwej pamięci. Radość i piękne wspomnienia zabrałam ze sobą w sercu...
rów i gospodarzy zlotu.

środa, 22 lipca 2026
Recenzja Renaty Adamskiej- Garbowskiej dot.tomu wierszy "Brzemienne obłoki"
Podróż w głąb nie tylko siebie z „Brzemiennymi obłokami” Ireny Tetlak…
No tak. W sumie trochę przypuszczałam, że tak właśnie będzie. Z książką poetycką już tak właśnie u mnie jest, że jak jakaś jej część trafi we mnie, jak przysłowiowa strzała, to nie da się jej wyjąć z głowy mimo starań. Nie uprawiam więc walki z tą poetycką przypadłością, ale czuję wewnętrzną potrzebę napisania kilku słów.
Pojawienie się w przestrzeni czytelniczej Brzemiennych obłoków Ireny Tetlak nie może przejść bez echa. Publikacja traktująca o wczorajszych doświadczeniach autorki, ich wpływu na dzisiaj, jej uważnego oglądu sytuacji zarówno tego, co już za nami, jak i tego co utożsamia się z czasami, w których żyjemy nie może nie przynieść refleksji.
Poetka odkrywa prawdy, niepokoje i niezgodę nie tylko własne, ale całego pokolenia. Pełne dojrzałości obrazy maluje w kontraście z doznaniami szeroko pojętej i wszechobecnej manipulacji, która niszczy wszystko co wypracuje człowiek przez doświadczenie. Znikają pewniki, normy, bezdyskusyjność i wartości gdy tylko zdamy sobie sprawę z kombinacji i kuglarstwa jakim jesteśmy poddawani.
zmienne wpływy i manipulacje
gotowe na kłamstwa
absolutne jak cud na kiju
w kolizji ze zdrowym rozsądkiem
Odkrycie tych faktów prowadzi czytelnika do konieczności głębszego postrzegania otaczającej nas realności i bliższego przyjrzenia się światu.
Tetlak zabiera nas w podróż do swojego świata mocnym akcentem już na samym początku tomiku w wierszu przerażająca teraźniejszość. Tutaj właśnie wprost obmywa ułudę postrzegania wydarzeń, społecznych wyborów i ich prawdziwych podwalin. Wyraża trwogę, frustrację i swoiste rozedrganie na to czym częstuje nas rzeczywistość tu i teraz.
nie myślałam że dożyję czasu
że na moich oczach
makiawelizm będzie torował
drogę do nacjonalizmu
(…)
nie sądziłam że siła
niezbitych argumentów
takich jak pokój to za mało
nie sądziłam
w głowie się nie mieści
Brzemienne obłoki ciężkie od wspomnień, tęsknot, przeżyć własnych i obserwowanych, stają się niechcący, albo chcący bezsprzecznym świadectwem czasu, który zrodził i ukształtował obecną autorkę, jej zapatrywania i przekonania. Wśród splątanych opowieści i racji, słuszności i zaprzeczeń, radości i lęku, nie sposób nie zauważyć jednak powracającego tutaj tematu zła. Pojawia się ono często i to pod różnymi poetyckimi płaszczykami. Poetka za każdym razem wyraźnie odcina się od niego i demaskuje każdy jego przejaw. Wydaje się, jakby autorka ostrzegała przed sprytem z jakim przenika ono do codzienności. Bynajmniej, nie robi tego subtelnie, ale z całym impetem zrzuca nam pod nogi wprost przekonanie o zgodzie świata na wszechobecne zło, o braku reakcji i zauważalnej obojętności
zło toczy labirynty jak robak w owocu
tak poczuło się tutaj dobrze
w tym dziwnym świecie
na którym najlepsza staje się obojętność
działa pod szyldem bez opamiętania
Autorka nie zostawia wątpliwości w swoim osądzie dotyczącym ważności słowa i to nie tylko w przestrzeni literackiej. Podkreśla konieczność dbania o nie na co dzień. Mówi o jego niezwykłej wadze.
Spora część przekazu uwikłana jest w poezję. Tetlak pisze o swoich racjach, relacjach, polemizuje i otwarcie dyskutuje z twórcami, recenzentami i krytykami
zacny literat napisał felieton
w znanym periodyku
ku pamięci poezji z głębi serca
Jej poezja jest dojrzała, jak ona sama, a pewność siebie nie pozwala milczeć, jeśli czuje wewnętrzną niezgodę. Tutaj podkreśla, że nie może ulec lękowi, którego doświadcza, jak każdy człowiek, pisząc o nim w wierszu najgorszy doradca.
W poezji znajduje więc ujście dla swoich wewnętrznych prawd. A w odwadze przekazywanych treści można dostrzec, że jej wiersze mają misję dotarcia do czytelnika i otwarcia szerzej oczu.
Poetka mocno stawia na wartości, od których świat dziś mało dyskretnym krokiem odchodzi. Bardzo mocno osadza w nich siebie i to kim dziś jest. Wraca do czasów dzieciństwa, gdzie nie wszystko, co obserwowała, czego doświadczała ona sama i jej rówieśnicy było barwne i beztroskie. Jednak bliskość wartości w jakich wyrastała, pozwoliła jej na kształtowanie moralnego kręgosłupa i życie w zgodzie z sobą i własnymi przekonaniami. Przestrzega tych, którzy ulegają dzisiejszym strategiom i przepisom na życie zbyt szybko, łatwo, miło i przyjemnie pisząc brak ludzi to już nie dom.
Stojąc na straży rzeczy ważnych, autorka dotyka czułych, jak nie najczulszych punktów, często zapalnych, a jednak
rozpoczął się podobno nowy
porządek świata
w chaosie ugrzęzły
dawne wartości
(…)
wielki przyjaciel tasuje karty
ciemność oślepia jasnowidzów
na chybił trafił rozgrywają się
losy świata
W odkrywaniu wszystkiego, co istotne w Brzemiennych obłokach, nie można nie pominąć wszystkich akcentów dotyczących toczących się zbrojnych konfliktów. Rozsypane po całej książce nie pozwalają zapomnieć o temacie i powracają w kolejnych wierszach, by wybrzmieć jeszcze mocniej. Ten zabieg działa otrzeźwiająco na czytelnika i pionizuje z innych doznań jakimi sama autorka właśnie przed chwilą go częstowała.
Jest jeszcze wiele do odkrycia, wiele do przeanalizowania. Brzemienne obłoki to lektura nie na dzień, tydzień. Tutaj jest potrzeba powrotów, zaglądania głębiej i udania się w osobistą podróż w zupełnie innym kierunku niż wcześniej.
Renata Adamska-Garbowska
piątek, 17 lipca 2026
O "Brzemiennych obłokach" Grzegorz Malecha napisał na Facebooku, tak:
Irena Tetlak w "Brzemiennych obłokach" (Wydawnictwo Autorskie Andrzej Dębkowski), stara się być głosem swojego pokolenia wychowanego twardą ręką w trudnych czasach.
Pokolenia które wyszło z tych czasów obronną ręką, z masą doświadczenia i wpojonymi zasadami i trafiło na nieciekawe czasy, braku zasad. Pokolenia które próbuje się przeciwstawić narastajacej znieczulicy, z myślą że to daremne, po koło już ruszyło i nie da się go zatrzymać. "Brzemienne obłok" są próbuj wyrzucenia z siebie protestu wobec teraźniejszości, co widać nawet na okładce i tytule tomu, gdzie mamy zestawienie dwóch różnych tożsamości. Kolorowe motyle i drony, jak wspomnienie jakiegoś lata z młodości w połączeniu z metalowym posmakiem współczesnych wrażeń. Te drony można identyfikować różnie ale zawsze niosą za sobą jakąś zmianę najczęściej żywegow martwe. Sama brzemienność chmur takze wskazuje że coś ciężkiego wisi w powietrzu.
Moim pierwszym spojrzeniem z tytułem był kwaśny deszcz, chmury obarczanie czymś niezdrowym i niechcianym. Te wiersze są trochę jak taki deszcz. Zostawiają trudnowybawialne ślady. Poniekąd sami jesteśmy sobie winni tego deszczu, on nigdy nie bierze się znikąd. Czesto też zauważamy go dopiero po skutkach, kiedy za późno jest już by im przeciwdziałać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
przerwanie milczenia po obu stronach przestrzeni czaił się obezwładniający mrok każdy krok niepewność jutra emocje zamyk...
-
poproś o wiersz poetę piękne są te wrześniowe dni słońce zaklęte w nawłoci na płocie suszy się wianek ziół z łąki i złoci się już ni...



















