przestrzeń
od rana przezroczysta jak wczorajsze morze
przymykam oczy
otwiera się we mnie turkusowa źrenica
z każdej kropli wyłania hologram
twojej twarzy
owal prawie niewidoczny
w słońcu - tylko fale zaginają parol
jak bicze chłoszczą skały
odmiennie gdy zdejmują z siebie biel
po zetknięciu z granulkami piasku
cisza - znak że wzbiera nowa fala
na powrót oddycham wykrzyknikami
a stopy stawiają wielokropki
fot. Irena Tetlak
sobota, 25 lipca 2015
piątek, 19 czerwca 2015
ludzie których maluję w sobie z radością
zostawiają delikatne refleksje
szkice
gotowe do wypełnienia
kolorami z pastelowej palety
cienką warstwą akrylu
snują opowieść o lecie słońcu i miłości
podróżują ku spełnieniu marzeń
tam gdzie wyobraźnią utrwalają obrazy
i gdyby tak…
to bez obawy że wypłowieją
wpuszczają wiele światła
szkice
gotowe do wypełnienia
kolorami z pastelowej palety
cienką warstwą akrylu
snują opowieść o lecie słońcu i miłości
podróżują ku spełnieniu marzeń
tam gdzie wyobraźnią utrwalają obrazy
i gdyby tak…
to bez obawy że wypłowieją
wpuszczają wiele światła
piątek, 5 czerwca 2015
piątek, 10 kwietnia 2015
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
czwartek, 5 marca 2015
W poniedziałek 2 marca 2015 r. na portalu Pisarze.pl w cyklu Wiersze tygodnia ukazały się wybrane wiersze z tomu pt.Wnętrza...zapraszam do lektury
http://pisarze.pl/poezja/8863--wiersze-tygodnia-irena-tetlak-02-03-15.html
poniżej kilka wybranych wierszy :
jak ogień z gardzieli smoka
szalony płomień w czerwieni i żółci
rdzą zżera ostatki lata
obnaża konary
ukazuje oczom nagość
jesienny wiatr liście goni wąwozami
resztki nastroju wymiata
jedynie orzechy całe jeszcze
przypominają o sile życia
wspomnienie
Celina po wyjeździe pisywała czasami listy
uzbierał się niezły pakiecik leżał ponad
ćwierć wieku w pudełku po łakociach
wtedy nie było smartfonów komputerów
tych wszystkich komunikatorów on-line
skracających ludziom drogę do zwierzeń
z entuzjazmem po obronie wysłała telegram
teraz dopiero dotarło do niej - była zawsze
słodkim dzieciakiem i dzieliła radość
niczym wedlowskie czekoladki
od czerwca do czerwca
mierzymy wzrokiem
uśmiechy
zza sterty codziennych spraw
podglądamy
czas
na swoich twarzach
scałowujemy z ust
truskawkowy mus
bajka na dzień dobry
nawet wiersz letni leni się od rana
nie ma ochoty – nie to co koty
one wyciągają grzbiety
jak arkady jeden za drugim
stąpa dostojnie na poduszkach
(kocich paluszkach)
dotyka ledwie
niewidocznym śladem
ale ja przecież nie mam kota
nie miauczy i nie łasi
się aby dostać miskę mleka
jest bezinteresowny
i potężnie mały
zagląda jedynie do środka
gdy spodziewa się wiersza
jakby mało było dziury w całym
przed sezonem
zabierz mnie w podróż
zanim porwie mnie wrzesień
ptaki fruwają nisko nad głową
słońce spadło na drugi plan
krople po szybach stukają miarowo
nadchodzi jesień
zabierz mnie w podróż
nim na skroniach osiądzie szron
paryskie impresje
popijane deszczem croissanty
zapamiętam mgliście
jak atmosferę deptaka pod wieżą Eiffla
zroszone różnobarwne pejzaże
malowane w mojej głowie
niczym na płótnie zwilżonym Sekwaną
wciąż oczekują nasycenia ledwie tknięte
delikatnie spięte dwoma przęsłami
mostu którego nie było w przewodniku
nasze fotografie
negatywy pokryte zmarszczkami
ukrywają miłość
pomiędzy rzęsami nieba
wypełnione bezmiarem
gdy błony przenika światło
– żyją
* * *
w koronie splecionych dłoni
rodzi się wielka
siła
bliskości
http://pisarze.pl/poezja/8863--wiersze-tygodnia-irena-tetlak-02-03-15.html
poniżej kilka wybranych wierszy :
wiersz to tylko pretekst
jak łuk triumfalny
w promieniu ulic
błądzisz po mapie myśli
i odnajdujesz realnie
punkt odniesienia
kwestia gustu
nie wszystko jest sprawą sensu
metafory zawisły na ostrzu noża
sytuacja jakby bez precedensu
by pod naskórek zajrzeć
wystarczy skaleczenie
i już boli
aby sięgnąć nieco głębiej
trzeba do trzewi przebić
rozwarstwić
rozprawić
wywlec bez skrupułów
a Celina nie lubi wywlekania
dużo rozmyśla a potem łyka
proszki na sen – nie działają
więc czyta kolorowe szmatławce
brzoza
jej kora przypomina kalię
życie przytula po kawałku
ledwie odciska ślady piersi
na gładkiej skórze tatuaż
ryt kolagenowych płatków
młodziwo sączy na powrót
– dojrzewamy pełniejsi
październik
jak ogień z gardzieli smoka
szalony płomień w czerwieni i żółci
rdzą zżera ostatki lata
obnaża konary
ukazuje oczom nagość
jesienny wiatr liście goni wąwozami
resztki nastroju wymiata
jedynie orzechy całe jeszcze
przypominają o sile życia
wspomnienie
Celina po wyjeździe pisywała czasami listy
uzbierał się niezły pakiecik leżał ponad
ćwierć wieku w pudełku po łakociach
wtedy nie było smartfonów komputerów
tych wszystkich komunikatorów on-line
skracających ludziom drogę do zwierzeń
z entuzjazmem po obronie wysłała telegram
teraz dopiero dotarło do niej - była zawsze
słodkim dzieciakiem i dzieliła radość
niczym wedlowskie czekoladki
od czerwca do czerwca
mierzymy wzrokiem
uśmiechy
zza sterty codziennych spraw
podglądamy
czas
na swoich twarzach
scałowujemy z ust
truskawkowy mus
bajka na dzień dobry
nawet wiersz letni leni się od rana
nie ma ochoty – nie to co koty
one wyciągają grzbiety
jak arkady jeden za drugim
stąpa dostojnie na poduszkach
(kocich paluszkach)
dotyka ledwie
niewidocznym śladem
ale ja przecież nie mam kota
nie miauczy i nie łasi
się aby dostać miskę mleka
jest bezinteresowny
i potężnie mały
zagląda jedynie do środka
gdy spodziewa się wiersza
jakby mało było dziury w całym
przed sezonem
zabierz mnie w podróż
zanim porwie mnie wrzesień
ptaki fruwają nisko nad głową
słońce spadło na drugi plan
krople po szybach stukają miarowo
nadchodzi jesień
zabierz mnie w podróż
nim na skroniach osiądzie szron
paryskie impresje
popijane deszczem croissanty
zapamiętam mgliście
jak atmosferę deptaka pod wieżą Eiffla
zroszone różnobarwne pejzaże
malowane w mojej głowie
niczym na płótnie zwilżonym Sekwaną
wciąż oczekują nasycenia ledwie tknięte
delikatnie spięte dwoma przęsłami
mostu którego nie było w przewodniku
gałązka
ułamana przez wiatr
niesiona powiewem
zagubiona w nieznanym
spadła tuż pod stopy
i stała się światem całym
podniósł ją
wypuściła listki
różnica zdań
Celina chce żyć bez złudzeń
wie od dawna że świat może być piękny
ale nie wyssała radości z mlekiem matki
zresztą w genach nie ma optymizmu
człowiek bardzo stara się być aniołem
a mimo to nie dba o anielski spokój
wierzy że ludzie mogą być wspaniali
i nie zmienia zdania – o ile
udaje się zapomnieć o wczorajszym piekle
negatywy pokryte zmarszczkami
ukrywają miłość
pomiędzy rzęsami nieba
wypełnione bezmiarem
gdy błony przenika światło
– żyją
* * *
w koronie splecionych dłoni
rodzi się wielka
siła
bliskości
środa, 25 lutego 2015
klucz (w nas)wiolinowy
z nutą melancholii
osadzona w szaro-błękicie
stroję ( się)
niczym w piórkach sroka
błyszczą kałuże
połyskują okna
w mgnieniu oka
światła nie brakuje w przestrzeni
i nic nie zmieni czas
współgrają dźwięki
rośnie las wiolinowych linii
a Ty
rozpadam się jak resztki wspomnień
zatrzymuję na chwilę kawałek myśli
o tobie wciąż niepewna wpół zdania
zawieszam głos i całkiem naga
wypatruję chociaż źdźbła
a ty masz zielone myśli jak trawa
zatrzymuję na chwilę kawałek myśli
o tobie wciąż niepewna wpół zdania
zawieszam głos i całkiem naga
wypatruję chociaż źdźbła
a ty masz zielone myśli jak trawa
narów
ene due rabe
ele mele hyc
zaczyna się w piaskownicy
od rozdeptania babki z furią
( jakby nigdy nic)
od złamania łopatki i wylania
wody z wiaderka
niewinnie jak niewinne może
być dziecko
ene due rabe
ele mele hyc
gdy nie minie jak świnka
życia rys to pic
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Recenzja Renaty Adamskiej- Garbowskiej dot.tomu wierszy "Brzemienne obłoki"
Podróż w głąb nie tylko siebie z „Brzemiennymi obłokami” Ireny Tetlak… No tak. W sumie trochę przypuszczałam, że tak właśnie będzie. Z ks...
-
poproś o wiersz poetę piękne są te wrześniowe dni słońce zaklęte w nawłoci na płocie suszy się wianek ziół z łąki i złoci się już ni...