wtorek, 4 sierpnia 2015



prosto z Afryki

sierpniowe upały w nadmiarze
jak uchodźcy w tunelu
napływają szerokim frontem
wypaleni żalem

pragną
wygaszenia - temperatury
na granicy wrzenia

sobota, 25 lipca 2015

przestrzeń

od rana przezroczysta jak wczorajsze morze
przymykam oczy
otwiera się we mnie turkusowa źrenica

z każdej kropli wyłania hologram
twojej twarzy
owal prawie niewidoczny
w słońcu - tylko fale zaginają parol

jak bicze chłoszczą skały
odmiennie gdy zdejmują z siebie biel
po zetknięciu z granulkami piasku

cisza - znak że wzbiera nowa fala
na powrót oddycham wykrzyknikami
a stopy stawiają wielokropki

fot. Irena Tetlak

piątek, 19 czerwca 2015


ludzie których maluję w sobie z radością

zostawiają delikatne refleksje
szkice
gotowe do wypełnienia
kolorami z pastelowej palety

cienką warstwą akrylu
snują opowieść o lecie słońcu i miłości
podróżują ku spełnieniu marzeń
tam gdzie wyobraźnią utrwalają obrazy

i gdyby tak…
to bez obawy że wypłowieją
wpuszczają wiele światła

piątek, 5 czerwca 2015

fot. Irena Tetlak



wątek z wód Adriatyku

ledwie słyszalny pośród białych kamyków
przemykał niepostrzeżenie
wabił wyobraźnię szmaragdową wodą
w blasku promieni
by wypłynąć dalej

dalej niż chwilowe zauroczenie
dalej poza wzniesienia Montenegro


 fot. Irena Tetlak

poniedziałek, 6 kwietnia 2015


pisanki

bukszpan cieszy kolorem nadziei
i słońce prześwituje w gałęziach

powstaje z martwych
Życie - jawi

się na białej płóciennej serwecie
bogato jak święcone w koszyczku

(wiersz z tomu "Wnętrza")

czwartek, 5 marca 2015

W poniedziałek 2 marca 2015 r. na portalu Pisarze.pl w cyklu Wiersze tygodnia ukazały się wybrane wiersze z tomu pt.Wnętrza...zapraszam do lektury

http://pisarze.pl/poezja/8863--wiersze-tygodnia-irena-tetlak-02-03-15.html

poniżej kilka wybranych wierszy :

wiersz to tylko pretekst

jak łuk triumfalny
w promieniu ulic

błądzisz po mapie myśli
i odnajdujesz realnie

punkt odniesienia


kwestia gustu

nie wszystko jest sprawą sensu
metafory zawisły na ostrzu noża
sytuacja jakby bez precedensu

by pod naskórek zajrzeć
wystarczy skaleczenie
i już boli
aby sięgnąć nieco głębiej
trzeba do trzewi przebić
rozwarstwić
rozprawić
wywlec bez skrupułów

a Celina nie lubi wywlekania
dużo rozmyśla a potem łyka
proszki na sen – nie działają
więc czyta kolorowe szmatławce


brzoza

jej kora przypomina kalię
życie przytula po kawałku
ledwie odciska ślady piersi

na gładkiej skórze tatuaż
ryt kolagenowych płatków
młodziwo sączy na powrót

– dojrzewamy pełniejsi




październik

jak ogień z gardzieli smoka
szalony płomień w czerwieni i żółci
rdzą zżera ostatki lata
obnaża konary
ukazuje oczom nagość
jesienny wiatr liście goni wąwozami
resztki nastroju wymiata

jedynie orzechy całe jeszcze
przypominają o sile życia



wspomnienie

Celina po wyjeździe pisywała czasami listy
uzbierał się niezły pakiecik leżał ponad
ćwierć wieku w pudełku po łakociach

wtedy nie było smartfonów komputerów
tych wszystkich komunikatorów on-line
skracających ludziom drogę do zwierzeń

z entuzjazmem po obronie wysłała telegram
teraz dopiero dotarło do niej - była zawsze
słodkim dzieciakiem i dzieliła radość

niczym wedlowskie czekoladki



od czerwca do czerwca

mierzymy wzrokiem
uśmiechy
zza sterty codziennych spraw
podglądamy
czas
na swoich twarzach

scałowujemy z ust
truskawkowy mus


bajka na dzień dobry

nawet wiersz letni leni się od rana
nie ma ochoty – nie to co koty
one wyciągają grzbiety
jak arkady jeden za drugim
stąpa dostojnie na poduszkach
(kocich paluszkach)
dotyka ledwie
niewidocznym śladem

ale ja przecież nie mam kota
nie miauczy i nie łasi
się aby dostać miskę mleka
jest bezinteresowny
i potężnie mały
zagląda jedynie do środka
gdy spodziewa się wiersza
jakby mało było dziury w całym

przed sezonem

zabierz mnie w podróż
zanim porwie mnie wrzesień

ptaki fruwają nisko nad głową
słońce spadło na drugi plan
krople po szybach stukają miarowo
nadchodzi jesień

zabierz mnie w podróż
nim na skroniach osiądzie szron


paryskie impresje

popijane deszczem croissanty
zapamiętam mgliście
jak atmosferę deptaka pod wieżą Eiffla

zroszone różnobarwne pejzaże
malowane w mojej głowie
niczym na płótnie zwilżonym Sekwaną

wciąż oczekują nasycenia ledwie tknięte
delikatnie spięte dwoma przęsłami
mostu którego nie było w przewodniku

gałązka

ułamana przez wiatr
niesiona powiewem
zagubiona w nieznanym
spadła tuż pod stopy
i stała się światem całym

podniósł ją
wypuściła listki


różnica zdań

Celina chce żyć bez złudzeń
wie od dawna że świat może być piękny
ale nie wyssała radości z mlekiem matki

zresztą w genach nie ma optymizmu
człowiek bardzo stara się być aniołem
a mimo to nie dba o anielski spokój

wierzy że ludzie mogą być wspaniali
i nie zmienia zdania – o ile
udaje się zapomnieć o wczorajszym piekle


nasze fotografie

negatywy pokryte zmarszczkami
ukrywają miłość
pomiędzy rzęsami nieba
wypełnione bezmiarem
gdy błony przenika światło
– żyją


* * *

w koronie splecionych dłoni
rodzi się wielka
siła
bliskości